czwartek, 7 sierpnia 2014

Monday, August 27th, 2012 4:47 p.m.

Po wypakowaniu zakupów wyciągam ze swojego schowka kawałek czekolady i wkładam go do kieszeni, po czym wychodzę przez okno. Po chwili podnoszę okno sypialni Six i wślizguję się do środka. Jest prawie piąta po południu, a ona śpi. Podchodzę na paluszkach do jej łóżka i kucam.
Strużka śliny, która pociekła jej z ust w czasie snu, sprawiła, że do policzka przykleił się jej kosmyk włosów. Pochylam się nad jej twarzą i ze wszystkich sił krzyczę:
– SIX! OBUDŹ SIĘ!
Zrywa się tak gwałtownie, że nie mam czasu się odsunąć, i dostaję łokciem prosto w oko.
Zasłaniam je ręką i padam na podłogę sypialni. Patrzę na przyjaciółkę drugim okiem. Siada na łóżku, trzymając się za głowę, i patrzy na mnie ze złością.
– Ale z ciebie jędza – jęczy. Odrzuca kołdrę i wstaje, po czym idzie do łazienki.
– Chyba podbiłaś mi oko – skarżę się.
Nie zamyka drzwi, widzę więc, jak siada na sedesie.
– Spoko. Masz za swoje.
Bierze papier toaletowy, po czym kopniakiem zamyka drzwi.
– Lepiej, żebyś miała dobry powód, żeby mnie obudzić. Całą noc się pakowałam.
Six nigdy nie lubiła rano wstawać. Z tego, co widzę, wynika, że za popołudniowym wstawaniem również nie przepada. Ale jeśli mam być szczera, trudno uznać ją też za nocnego marka. Wydaje mi się, że najprzyjemniejsza pora to dla niej po prostu czas, gdy śpi. To dlatego tak się piekli, kiedy ktoś ją budzi.
To chyba jej poczuciu humoru i prostolinijności zawdzięczamy to, że tak dobrze się dogadujemy.
Energiczne, fałszywe dziewczyny działają mi na nerwy. Nie jestem pewna, czy Six w ogóle wie, co to znaczy być energicznym. Gdyby miała trochę więcej czarnych ciuchów, z łatwością można by ją uznać za jedną z tych typowych depresyjnych nastolatek. A fałsz? Wali prosto z mostu, czy tego chcesz, czy nie. Nie ma w niej nic fałszywego poza imieniem.
Kiedy miała czternaście lat i rodzice powiedzieli jej, że przeprowadzają się z Maine do Teksasu, w akcie protestu przestała reagować na swoje imię. Naprawdę ma na imię Seven Marie. Przybrała imię Six, żeby zrobić swoim starym na złość. Dalej wołają na nią Seven, ale wszyscy inni nazywają ją Six. To dowodzi, że jest takim samym uparciuchem jak ja. Między innymi dlatego jesteśmy najlepszymi przyjaciółkami.
– Myślę, że się ucieszysz, że cię obudziłam. – Wstaję z podłogi i kładę się na łóżku. – Dzisiaj wydarzyło się coś naprawdę niesamowitego.
Six otwiera drzwi łazienki i podchodzi do łóżka. Kładzie się obok mnie i naciąga kołdrę na głowę, a potem odwraca się i poprawia poduszkę, chcąc się wygodnie umościć.
– Niech zgadnę... Karen zamówiła kablówkę?
Przewracam się na bok, przysuwam do niej i obejmuję. Następnie kładę głowę na jej poduszce, przytulając się do niej od tyłu.
– Zgaduj dalej.
– Poznałaś kogoś dzisiaj w szkole, zaszłaś w ciążę i wychodzisz za niego, a ja nie mogę być twoją druhną, bo będę w tym czasie na drugim końcu świata?
– Blisko, ale nie. – Bębnię palcami po jej ramieniu.
– To co? – pyta rozdrażniona.
Przewracam się z powrotem na plecy i wzdycham głęboko.
– Po szkole zobaczyłam w sklepie jednego chłopaka i niech mnie cholera, Six, był cudowny. Przerażający, ale cudowny.
Six natychmiast odwraca się do mnie i jakimś cudem udaje się jej znów przyłożyć mi łokciem w to samo oko, które zaatakowała ledwie kilka minut wcześniej.
– Co takiego?! – krzyczy, zupełnie nie przejmując się faktem, że znów zwijam się z bólu. Siada na łóżku i odciąga moją dłoń od twarzy. – Co takiego?! – krzyczy raz jeszcze. – Serio?
Leżę na plecach i próbuję nie zwracać uwagi na ból.
– No wiem, wiem. Gdy go zobaczyłam, tak jakby całe moje ciało nagle się roztopiło. On był... o rany.
– Rozmawiałaś z nim? Dał ci swój numer? Umówił się z tobą?
Nigdy jeszcze nie widziałam Six tak pobudzonej. Wcale nie jestem pewna, czy mi się to podoba.
– Jezu, Six. Uspokój się.
Patrzy na mnie, marszcząc brwi.
– Sky, przez cztery lata martwiłam się o ciebie. Bałam się, że to się nigdy nie stanie.
Pogodziłabym się z tym, że jesteś lesbijką. Pogodziłabym się z tym, że podobają ci się same chude, małe wymoczki. Pogodziłabym się nawet z tym, że jarasz się starymi, pomarszczonymi facetami z jeszcze bardziej pomarszczonymi wackami. Nie mogłabym się pogodzić tylko z jednym: z tym, że nigdy nie poczujesz pożądania. – Z uśmiechem kładzie się na wznak. – A to najlepszy z grzechów.
Śmieję się, kręcąc głową.
– A ja mam inne zdanie. Pożądanie jest przereklamowane. Założę się, że przez te wszystkie lata udawałaś. Dla mnie w dalszym ciągu najlepszy z grzechów to nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu.
To mówiąc, wyciągam z kieszeni kawałek czekolady i ładuję go sobie do ust.
– Żądam szczegółów – mówi Six.
Przesuwam się na łóżku, aż wreszcie moje plecy opierają się o wezgłowie.
– Nie bardzo wiem, jak to opisać. Po prostu nie mogłam oderwać od niego wzroku. Mogłabym się na niego gapić cały boży dzień. Ale kiedy on na mnie spojrzał, wkurzyłam się. Patrzył na mnie tak, jakby miał do mnie pretensje, że w ogóle go zauważyłam. Potem poszedł za mną do samochodu i chciał wiedzieć, jak mam na imię, i tak jakby był na mnie wściekły za to. Jakbym była dla niego kłopotem. I jeśli na początku miałam ochotę polizać jego dołeczki w policzkach, to potem chciałam tylko jak najszybciej zwiać.
– Poszedł za tobą? Do samochodu? – dziwi się Six. Kiwam głową, po czym opowiadam ze szczegółami o swojej wyprawie do sklepu, kończąc sceną, w której chłopak uderzył w maskę samochodu.
– Jezu, to trochę dziwne – mówi w końcu moja przyjaciółka. Siada przy mnie, również opierając się o wezgłowie. – Jesteś pewna, że cię nie podrywał? Nie chciał twojego numeru? Widziałam cię w akcji z różnymi chłopakami. Nieźle sobie radzisz nawet wtedy, gdy nic do nich nie czujesz. Umiesz ich rozgryźć. Może to, że ci się spodobał, pozbawiło cię intuicji. Jak myślisz?
Wzruszam ramionami. Niewykluczone, że ma rację. Może źle odczytałam jego intencje i moja negatywna reakcja sprawiła, że odechciało mu się ze mną umawiać.
– Może i tak. Tak czy siak, nic z tego nie będzie. Rzucił szkołę, jest ponury, wybuchowy i... po prostu... beznadziejny. Nie wiem, jaki jest mój typ, ale na pewno nie chcę, żeby był nim ktoś taki jak Holder.
Six łapie mnie za policzki, ściska je i odwraca moją twarz do siebie.
– Coś ty powiedziała? Holder? – Pytająco unosi zadbane brwi.
Usta mam ściśnięte, więc raczej nie dam rady udzielić jej werbalnej odpowiedzi. Dlatego tylko kiwam głową.
– Dean Holder? Potargane ciemne włosy? Uwodzicielskie błękitne oczy? Zabijaka jakby żywcem wyjęty z Podziemnego kręgu?
Wzruszam ramionami.
– To oze yt on – bełkoczę niezrozumiale przez palce, które wciąż ściskają moje policzki. Six puszcza mnie, dzięki czemu mogę powtórzyć to, co przed chwilą powiedziałam.
– To może być on. – Przykładam rękę do twarzy i ją rozmasowuję. – Znasz go?
Wstaje i unosi ręce w dramatycznym geście.
– Dlaczego, Sky? Dlaczego ze wszystkich gości, którzy mogli ci się spodobać, musiałaś wybrać właśnie Deana Holdera?
Wygląda na rozczarowaną. Nie rozumiem dlaczego. Nigdy nie słyszałam, żeby wspominała coś o Holderze, więc na pewno z nim nie chodziła. Dlaczego więc, do jasnej cholery, nagle cały jej entuzjazm gdzieś wyparował?
– Musisz mi powiedzieć coś więcej – żądam.
Zeskakuje z łóżka, podchodzi do szafy, wyjmuje z niej dżinsy, po czym je wkłada.
– To palant, Sky. Chodził do naszej szkoły, ale na początku zeszłego roku wylądował bw poprawczaku. Nie znam go za dobrze, ale wiem o nim wystarczająco dużo, żeby uznać, że nie jest materiałem na chłopaka.
Jej opis Holdera wcale mnie nie zaskakuje. Chciałabym powiedzieć, że mnie nie rozczarował, ale nie mogę.
– A który jest? – Nie sądzę, żeby Six kiedykolwiek miała chłopaka dłużej niż jedną noc.
Patrzy na mnie, a potem wzrusza ramionami.
– No właśnie.
Wkłada przez głowę bluzkę, po czym podchodzi do umywalki w łazience. Bierze szczoteczkę, wyciska na nią pastę i wraca do sypialni, myjąc zęby.
– Dlaczego poszedł do poprawczaka? – pytam, ale nie jestem pewna, czy chcę poznać odpowiedź.
Six wyjmuje szczoteczkę z ust.
– Za przestępstwo z nienawiści. Pobił w szkole jakiegoś geja. I to nie na żarty.
Wkłada szczoteczkę z powrotem do ust i idzie do umywalki, żeby wypluć pastę.
Przestępstwo z nienawiści? Naprawdę? Czuję poruszenie w brzuchu, ale tym razem na pewno nie są to motylki.
Six związuje włosy w kucyk, po czym wraca do sypialni.
– Ale syf – mówi, przeglądając biżuterię. – A jeśli tylko ten jeden raz napaliłaś się na chłopaka  i już nigdy więcej się to nie zdarzy?
Krzywię się, słysząc te słowa.
– Wcale się nie napaliłam.
Macha tylko ręką.
– Napaliłaś się czy ci się spodobał, co za różnica – mówi nonszalancko, siadając na łóżku. Jeden kolczyk kładzie na kolanach, a drugi unosi do ucha. – Chyba powinnyśmy się cieszyć, że jednak nie jesteś kompletnie stracona.
Mruży oczy i pochyla się nade mną. Bierze mnie pod brodę i odwraca moją twarz w lewo.
– Co ci się, u licha, przytrafiło w oko?
Wybucham śmiechem i schodzę z łóżka, po czym staję w bezpiecznym miejscu.
– Ty mi się przytrafiłaś – odpowiadam i podchodzę do okna. – Muszę oczyścić umysł. Idę pobiegać. Przyłączysz się?
Six marszczy nos.
– Cóż... nie. Miłej zabawy.
Jedną nogę mam już za oknem, kiedy jeszcze mnie woła.
– Muszę koniecznie usłyszeć o twoim pierwszym dniu w szkole. A poza tym mam dla ciebie prezent. Wpadnę wieczorem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz