Okazuje się, że poznanie Breckina to jedyny plus tego dnia. A poza tym on jest naprawdę mormonem! Wiele nas łączy, chociaż jeszcze więcej dzieli, co czyni go jeszcze atrakcyjniejszym. On również został adoptowany, ale utrzymuje bliskie relacje z biologiczną rodziną. Ma dwóch braci, którzy nie są adoptowani i do tego nie są gejami, dlatego jego rodzice doszli do wniosku, że jego, jak się wyraził, „pedalstwo” wynika z tego, że w jego żyłach płynie obca krew. Podobno mają nadzieję, że dzięki ich modlitwom po ogólniaku mu się odmieni, ale on uważa, że dopiero wtedy jego orientacja seksualna w pełni rozkwitnie.
Marzył o tym, by pewnego dnia zostać gwiazdą Broadwayu, ale z powodu braku talentu aktorskiego i wokalnego musiał nieco spuścić z tonu i myśli obecnie o szkole biznesu. Powiedziałam mu, że po ogólniaku chcę się zapisać na zajęcia z twórczego pisania i całymi dniami przesiadywać w spodniach od dresu i nic nie robić tylko pisać książki i jeść lody. Kiedy zapytał, jakie książki chcę pisać, odparłam:
– Co za różnica. Ważne, żeby były dobre.
Myślę, że to przypieczętowało naszą przyjaźń.
Właśnie jadę do domu, zastanawiając się, czy iść do Six, by wtajemniczyć ją w słodko-gorzkie wydarzenia mojego pierwszego dnia w szkole, czy raczej zajechać do sklepu, żeby kupić coś z dużą zawartością kofeiny – przyda się przed bieganiem. Wygrywa kofeina, mimo że ogólnie rzecz biorąc, Six kocham bardziej.
Mój minimalny wkład w życie rodzinne to cotygodniowe zakupy. Niekonwencjonalny wegański tryb życia Karen sprawia, że wszystkie produkty w naszym domu są pozbawione cukru, węglowodanów i smaku, wolę więc sama robić zakupy. Biorę sześciopak napoju gazowanego i największą paczkę snickersów, jaką mogę znaleźć, po czym wrzucam je do wózka. W sypialni zrobiłam skrytkę na swoje tajemne zapasy. Większość nastolatków ukrywa papierosy i trawkę – ja ukrywam cukier.
Gdy dochodzę do kasy, okazuje się, że kasjerka chodzi ze mną na angielski. Dałabym sobie głowę uciąć, że ma na imię Shayna, ale na plakietce napisane jest Shayla. Shayna/Shayla jest dokładnie tym, kim chciałabym być. Wysoką, opaloną blondyną o kobiecych kształtach. Niestety, mam zaledwie metr sześćdziesiąt wzrostu, a moim prostym brązowym włosom przydałoby się podcięcie, a nawet pasemka. Byłoby z nimi cholernie dużo roboty, biorąc pod uwagę to, ile ich mam. Opadają jakieś piętnaście centymetrów za ramiona, ale przeważnie i tak je związuję z powodu wilgoci, jaka panuje na Południu.
– Czy ty czasami nie chodzisz ze mną na fizę? – pyta Shayna/Shayla.
– Angielski – poprawiam ją.
Posyła mi protekcjonalne spojrzenie.
– Przecież mówię po angielsku – mówi. – Pytałam, czy nie chodzisz ze mną na fizę?
O rany. Chyba jednak nie chciałabym być blondynką.
– Nie – odpowiadam. – Chodziło mi o to, że nie chodzę z tobą na fizykę, tylko na angielski.
Przez chwilę wpatruje się we mnie beznamiętnie, a potem zaczyna się śmiać.
– Ach tak. – Na jej twarzy pojawia się wyraz zrozumienia. Patrzy na ekranik, który ma przed sobą, i podaje mi sumę do zapłaty. Wkładam rękę do tylnej kieszeni i wyciągam kartę kredytową, mając nadzieję, że jeśli się pospieszę, uda mi się uniknąć dalszego ciągu tej, jak przeczuwam, dość żenującej po gawędki.
– O kurde – szepcze tymczasem ona. – Patrzcie, kto wrócił.
Podnoszę wzrok. Dziewczyna patrzy na kogoś stojącego w drugiej kolejce.
Poprawka: ona ślini się na widok kogoś stojącego w drugiej kolejce.
– Cześć, Holder – mówi uwodzicielsko, rozciągając w uśmiechu swoje wydatne usta.
Zdaje mi się, czy do tego jeszcze trzepocze rzęsami? Tak, tak... Jestem tego pewna. A już
myślałam, że robią tak tylko bohaterki kreskówek.
Odwracam się, by zobaczyć, jak wygląda ten Holder, na którego widok Shayna/Shayla utraciła resztki godności. Chłopak patrzy na nią i kiwa głową na powitanie, wyraźnie niezainteresowany.
– Cześć... – spogląda ukradkiem na jej plakietkę – Shayla.
A potem przenosi wzrok na swoją kasjerkę.
Czy on ją ignoruje? Jedna z najładniejszych dziewczyn w szkole daje mu otwarte zaproszenie, a on zachowuje się tak, jakby go to uwierało? Czy to w ogóle człowiek? Znani mi chłopcy nie zachowują się w taki sposób.
– Shayna – prostuje tymczasem dziewczyna urażonym tonem, najwyraźniej zdenerwowana tym, że
chłopak nie zna jej imienia. Odwracam się do niej i przeciągam kartę przez czytnik.
– Sorki – mówi on – ale na twojej plakietce napisane jest Shayla.
Kasjerka patrzy na swoją pierś, po czym unosi plakietkę, żeby przeczytać, co na niej napisała.
– Co? – bąka pod nosem i marszczy brwi, jakby była pogrążona w myślach. Wątpię jednak, by to było możliwe.
– Kiedy wróciłeś? – pyta Holdera, całkowicie mnie ignorując. Właśnie przeciągnęłam kartę przez czytnik i jestem prawie pewna, że teraz ona powinna coś zrobić, jest jednak zbyt zajęta planowaniem swojego ślubu z tym gościem, żeby pamiętać, że ma klientkę.
– W zeszłym tygodniu – odpowiada chłopak szorstko.
– Myślisz, że pozwolą ci wrócić do szkoły? – pyta dziewczyna.
Słyszę, jak chłopak wzdycha.
– To bez znaczenia – mówi głosem pozbawionym emocji. – Ja i tak nie wrócę.
To oświadczenie działa na Shaynę/Shaylę jak zimny prysznic. Przewraca oczami i przenosi uwagę z powrotem na mnie.
– Jaka szkoda, że taki przystojniak jak on jest totalnym bezmózgowcem – szepcze.
I kto to mówi, myślę sobie.
Kiedy w końcu długonoga blondyna zaczyna wybijać cyferki na kasie, by sfinalizować transakcję, raz jeszcze patrzę na chłopaka, którego tak zirytowała. Właśnie zagląda do portfela, śmiejąc się z czegoś, co mówi do niego kasjerka. Natychmiast dostrzegam trzy rzeczy:
1. Idealnie białe zęby skryte za ustami wykrzywionymi w zmysłowym uśmiechu.
2. Dołeczki w policzkach, kiedy się uśmiecha.
3. To, że zaczynam się pocić.
Czuję też motylki w brzuchu.
Chyba że to nagły atak grypy żołądkowej.
To uczucie jest mi tak obce, że nie jestem pewna, co to jest. Nie jestem w stanie powiedzieć, co w tym chłopaku takiego niezwykłego, że wywołał u mnie po raz pierwszy w życiu normalną biologiczną reakcję na mężczyznę. Inna sprawa, że chyba nigdy nie widziałam kogoś tak niesamowitego jak on. Jest piękny. Nie żeby miał lalusiowatą urodę. Albo wygląd twardziela. Jest raczej idealną mieszanką tych dwóch. Nie jest za wysoki, ale nie jest też niski. Ma na sobie dżinsy i białą koszulkę – nic specjalnego. A jego włosy wyglądają tak, jakby się dzisiaj nie czesał, i podobnie jak moim przydałoby im się strzyżenie. Z przodu są na tyle długie, że musi je odgarnąć, kiedy patrzy na mnie i przyłapuje mnie na tym, że się na niego gapię.
O, cholera.
W normalnych okolicznościach natychmiast odwróciłabym wzrok, ale jest coś tak dziwnego w sposobie, w jaki na mnie patrzy, że nie mogę się od niego oderwać. Za chwilę przestaje się uśmiechać i przekrzywia głowę. Przygląda mi się wnikliwie, a potem wolno kręci głową z niedowierzaniem, a może... wstrętem? Trudno mi to ustalić, ale z pewnością nie jest to nic przyjemnego. Rozglądam się dookoła, mając nadzieję, że to nie ja wzbudziłam w nim taką reakcję.
Kiedy wracam do niego wzrokiem, okazuje się, że wciąż patrzy.
Na mnie.
Jestem, delikatnie mówiąc, zaniepokojona, więc szybko odwracam się do Shayny/Shayli, czy jak tam ta dziewczyna ma na imię. Muszę się pozbierać. Jakimś cudem temu chłopakowi w ciągu minuty udało się mnie zachwycić, a potem wystraszyć na śmierć. Tak zróżnicowane reakcje nie wpłyną dobrze na mój pozbawiony kofeiny organizm. Już wolałabym, żeby podchodził do mnie z taką samą obojętnością, jaką okazywał Shaynie/Shayli, niż patrzył na mnie w ten sposób. Biorę rachunek od Tej Jak Jej Tam i wsuwam go do kieszeni.
– Hej.
Jego głos jest niski i stanowczy. Wstrzymuję oddech. Nie wiem, czy mówi to do Tej Jak Jej Tam czy do mnie, dlatego pospiesznie łapię torby z zakupami, mając nadzieję, że uda mi się dotrzeć do samochodu, zanim kasjerka podliczy jego zakupy.
– Zdaje się, że mówi do ciebie – zauważa Shayna/Shayla. Chwytam ostatnią torbę i ignorując jej słowa, ruszam jak najszybciej do wyjścia.
Kiedy już jestem przy samochodzie, oddycham z ulgą i otwieram tylne drzwi, żeby włożyć zakupy. Co jest ze mną nie tak, do cholery? Przystojny chłopak próbuje przyciągnąć moją uwagę, a ja uciekam? Zwykle nie czuję się skrępowana w obecności facetów. Jestem przy nich wręcz zbyt pewna siebie. I oto gdy po raz pierwszy w życiu czuję coś, co można by uznać za pociąg do kogoś, uciekam.
Six mnie chyba zabije.
Tylko to spojrzenie... Było coś straszliwie niepokojącego w sposobie, w jaki na mnie patrzył. Było to niewygodne, zawstydzające, a jednocześnie pochlebiające. Nie przywykłam do tego rodzaju reakcji, a co dopiero do tylu naraz.
– Hej.
Zastygam w bezruchu. Nie ma już teraz najmniejszych wątpliwości, do kogo chłopak kieruje swoje słowa.
Wciąż nie potrafię rozstrzygnąć, czy to motylki w brzuchu, czy grypa żołądkowa. Tak czy owak, nie podoba mi się to, że jego głos przenika mnie do głębi. Sztywnieję i powoli się odwracam, i nagle uświadamiam sobie, że wcale nie jestem aż tak pewna siebie, jak mi się dotąd wydawało.
W jednej ręce trzyma dwie torby. Drugą rozciera sobie kark. Naprawdę żałuję, że przestało padać, gdyby dalej zacinał deszcz, nie stałby teraz przede mną. Patrzy mi prosto w oczy. Spojrzenie pełne odrazy, którym obdarzył mnie w sklepie, ustąpiło krzywemu uśmiechowi, który wydaje się odrobinę wymuszony, biorąc pod uwagę nasze nieco kłopotliwe położenie. Gdy mu się teraz bliżej przyglądam, staje się oczywiste, że to wcale nie grypa żołądkowa jest przyczyną mojego dziwnego samopoczucia.
To po prostu on.
Wszystko, co go dotyczy, od potarganych ciemnych włosów, przez błękitne oczy, aż po dołeczki w policzkach i muskularne ramiona, których pragnie się dotknąć.
Dotknąć? Serio? Otrząśnij się, Sky!
Wszystko to sprawia, że brakuje mi tchu, a serce mocniej bije. Założę się, że gdyby uśmiechnął się do mnie tak, jak to czynił Grayson, moje majtki znalazłyby się na ziemi w rekordowo krótkim czasie.
Gdy tylko kończę kontemplować jego wygląd i znów patrzę mu w oczy, przestaje trzymać się za kark i przekłada torby do lewej ręki.
– Holder – przedstawia się, wyciągając dłoń.
Patrzę na tę dłoń, po czym odsuwam się, nie ściskając jej. Cała ta sytuacja jest dla mnie zbyt niezręczna, bym zaufała tej jego niewinnej prezentacji. Może gdyby nie przeszywał mnie wzrokiem w sklepie, szybciej uległabym jego fizycznej atrakcyjności.
– Czego chcesz?
Staram się patrzeć na niego z podejrzliwością, a nie podziwem.
Znów widzę dołeczki w jego policzkach, gdy wybucha śmiechem i potrząsa głową. A potem odwraca wzrok.
– Yyy... – zaczyna z nerwowością, która zdaje się świadczyć o tym, że wcale nie jest pewny siebie. Rozgląda się po parkingu, jakby szukał drogi ucieczki, a potem wzdycha i znów patrzy mi w oczy. To jego zachowanie cholernie mnie dezorientuje. W jednej chwili wydaje się reagować na mnie z obrzydzeniem, a w następnej biegnie za mną przez cały parking. Zwykle z łatwością rozszyfrowuję ludzi. Gdybym jednak miała powiedzieć coś o Holderze na podstawie tych dwóch minut, musiałabym uznać, że cierpi na rozdwojenie jaźni. Jego nagłe przejścia od nonszalancji do powagi działają mi na nerwy.
– To pewnie zabrzmi strasznie słabo – mówi – ale kogoś mi przypominasz. Czy mogłabyś powiedzieć, jak masz na imię?
Czuję rozczarowanie. A więc to jeden z tych gości. No wiecie. Jeden z tych niesamowicie przystojnych facetów, którzy mogą mieć dosłownie każdą i doskonale o tym wiedzą. Facetów, którzy wystarczy, że błysną krzywym uśmiechem albo dołeczkiem w policzku i zapytają dziewczynę, jak się nazywa, a jej już miękną kolana. Facetów, którzy w sobotnie noce wchodzą przez okna do dziewczęcych pokoi.
Jestem bardzo rozczarowana. Przewracam oczami i sięgam do klamki u drzwi samochodu.
– Mam chłopaka – kłamię, po czym otwieram auto i znikam w jego wnętrzu. Kiedy chcę zamknąć drzwi, napotykam niespodziewany opór. Podnoszę wzrok i widzę rękę, która trzyma ich górną krawędź. A w oczach chłopaka dostrzegam desperację, która przyprawia mnie o dreszcze.
Mam dreszcze od jego jednego spojrzenia? Co się ze mną dzieje?
– Chcę tylko wiedzieć, jak masz na imię.
Zastanawiam się przez chwilę, czy wyjaśnić mu, że moje imię i tak nie pomoże mu mnie odnaleźć. Całkiem możliwe, że jestem jedyną siedemnastolatką w Stanach, która jest całkowicie nieobecna w internecie. Nie puszczając klamki, posyłam mu ostrzegawcze spojrzenie.
– Czy mógłbyś... – mówię ostrym tonem i patrzę wymownie na dłoń, która nie pozwala mi zatrzasnąć drzwi. A potem przenoszę wzrok na małe literki wytatuowane na jego przedramieniu.
Hopeless
Śmieję się w duchu. Najwyraźniej jestem dziś obiektem odwetu karmy. Kiedy w końcu poznaję chłopaka, który mi się podoba, okazuje się, że rzucił szkołę i ma wytatuowane słowo „hopeless”, czyli „beznadziejny”.
Jestem już nieźle wkurzona. Ciągnę ponownie za drzwi, lecz Holder nie ustępuje.
– Powiedz, jak masz na imię. Proszę.
Jego rozpaczliwe spojrzenie, kiedy wypowiada słowo „proszę”, sprawia, że niespodziewanie ogarnia mnie współczucie. Dziwne.
– Sky – mówię gwałtownie. Nie mogę znieść bólu kryjącego się w tych błękitnych oczach. To, że tak łatwo ulegam jego prośbie, sprawia, że czuję się rozczarowana sobą. Puszczam klamkę i włączam silnik.
– Sky – powtarza chłopak. Zastanawia się nad tym przez chwilę, a potem potrząsa głową, jakbym udzieliła złej odpowiedzi. – Jesteś pewna?
Przechyla głowę, patrząc na mnie.
Czy jestem pewna? Za kogo on mnie ma? Za jakąś Shaynę/Shaylę, która nawet nie zna swojego imienia? Przewracam oczami i wyjmuję z kieszeni prawo jazdy. Podstawiam mu je pod nos.
– Z pewnością znam swoje własne imię.
Chcę już je schować, kiedy chłopak puszcza drzwi i wyszarpuje mi dokument, po czym przybliża go do oczu, by bacznie się przyjrzeć. Po kilku chwilach obraca go w palcach i mi go oddaje.
– Przepraszam. – Odsuwa się od samochodu. – Pomyliłem się.
Jego spojrzenie twardnieje, gdy patrzy bez słowa, jak wkładam prawo jazdy do kieszeni. Przez chwilę mu się przyglądam, czekając na coś więcej, ale on tylko porusza szczęką do przodu i do tyłu, podczas gdy ja zapinam pasy.
Tak łatwo się poddaje? Naprawdę? Trzymam palce na klamce u drzwi, bojąc się, że znów za nie złapie i wypowie jakiś głupi tekst, który miałby mu pomóc mnie poderwać. On jednak odsuwa się od samochodu. Zamykam drzwi, czując się cokolwiek nieswojo. Jeśli naprawdę nie poszedł za mną, żeby mnie poderwać, to w takim razie o co tu w ogóle chodzi?
Przeczesuje palcami włosy i mruczy coś do siebie, ale przez zamknięte okno nie słyszę co. Wrzucam wsteczny bieg i cofam, nie spuszczając z niego wzroku. Cały czas stoi w bezruchu, wpatrując się we mnie. Kiedy ruszam w końcu do przodu, zerkam w lusterko wsteczne, chcąc zobaczyć go po raz ostatni. Odwraca się, żeby odejść, i nagle uderza pięścią w maskę jednego z samochodów.
Dobry ruch, Sky. Ten chłopak to narwaniec.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz