Kiedy dzwoni budzik, w pierwszej chwili myślę o tym, żeby odpuścić sobie dzisiejszy bieg.
W następnej przypominam sobie jednak, kto czeka na mnie na dworze. Ubieram się szybciej, niż ubrałam się kiedykolwiek od dnia, kiedy umiem to samodzielnie robić, po czym podchodzę do okna.
Na szybie widzę przyklejoną od wewnątrz karteczkę ze słowem „dziwka” napisanym pismem Six.
Uśmiecham się, zrywam ją, a potem rzucam na łóżko. Po chwili wychodzę przez okno.
Siedzi na krawężniku z wyciągniętymi przed sobie nogami. Właśnie się rozgrzewa. Jest
odwrócony do mnie plecami, co mi nawet odpowiada. Gdyby było inaczej, zobaczyłby
rozczarowanie malujące się na mojej twarzy, gdy uświadamiam sobie, że dzisiaj ma na sobie koszulkę. Słysząc kroki, odwraca się do mnie.
– Hej.
Uśmiecha się i wstaje. Kiedy to robi, zauważam, że jego koszulka jest już mokra. Musiał tu biec.
Przebiegł już cztery kilometry, ze mną czeka go jeszcze jakieś pięć, a potem znów cztery kilometry do domu. Naprawdę nie rozumiem, dlaczego zawraca sobie tym wszystkim głowę. I dlaczego mu na to pozwalam.
– Może najpierw rozgrzewka? – proponuje.
– Jestem już po.
Dotyka kciukiem mojego policzka.
– Nie wygląda to już tak źle – ocenia. – Boli?
Potrząsam głową. Naprawdę spodziewał się, że zdołam cokolwiek z siebie wydusić, kiedy
dotyka mojej twarzy? Trudno jest równocześnie mówić i wstrzymywać oddech.
Cofa rękę i uśmiecha się do mnie.
– No dobra. Gotowa?
Wypuszczam powietrze.
– Jasne.
Zaczynamy. Przez chwilę biegniemy obok siebie, ale potem chodnik się zwęża i Holder zajmuje pozycję za mną. Czuję się przez to niesamowicie skrępowana. Zwykle zatracam się cała w biegu, tym razem jednak jestem boleśnie świadoma swojego ciała, od włosów aż po każdą kroplę potu spływającą mi po plecach. Czuję ulgę, kiedy chodnik znów staje się na tyle szeroki, że Holder może biec obok mnie.
– Powinnaś spróbować biegania na bieżni. – Jego głos jest opanowany i trudno uwierzyć, że przebiegł już dzisiaj ponad sześć kilometrów. – Masz lepszą kondycję niż większość chłopaków z drużyny z zeszłego roku.
– Nie wiem, czy chcę – odpowiadam, niezbyt pociągająco zdyszana. – Na razie prawie nikogo tam nie znam. Większość uczniów jest dosyć wredna. Szczerze mówiąc, nie chcę mieć z nimi do czynienia.
– Cierpliwości, to dopiero pierwszy dzień. Nie możesz oczekiwać, że po tym, jak przez całe życie uczyłaś się w domu, od razu będziesz miała setki przyjaciół.
Staję raptownie. Robi kilka kroków, zanim orientuje się, że się zatrzymałam. Odwraca się, a kiedy widzi, że stoję nieruchomo na chodniku, podbiega i łapie mnie za ramiona.
– Dobrze się czujesz? Kręci ci się w głowie?
Potrząsam głową, po czym strącam jego dłonie z ramion.
– Nic mi nie jest – mówię z wyraźnie słyszalnym rozdrażnieniem.
Przekrzywia głowę.
– Powiedziałem coś nie tak?
Zaczynam iść w kierunku swojego domu. Nie pozostaje mu nic innego, jak podążać za mną.
– Tak jakby – odpowiadam, zerkając na niego. – Wczoraj nie mówiłam do końca serio o tym prześladowaniu, ale przyznałeś, że szukałeś mnie na fejsie. Potem nalegałeś, żeby ze mną biegać, choć masz nie po drodze. A teraz okazuje się, że jakimś cudem wiesz, że dopiero zaczęłam chodzić do szkoły i że przedtem uczyłam się w domu. Nie ukrywam, trochę mnie to niepokoi.
Czekam na wyjaśnienia, ale on tylko patrzy na mnie zmrużonymi oczami. Idziemy w całkowitej ciszy do najbliższego rogu. W końcu ciężko wzdycha i przerywa milczenie.
– Trochę o ciebie rozpytywałem – przyznaje. – Mieszkam tu od dziesiątego roku życia, więc mam mnóstwo znajomych. Zaintrygowałaś mnie.
Patrzę na niego przez chwilę, po czym nagle zawstydzona przenoszę wzrok na chodnik.
Zastanawiam się, co takiego ci „znajomi” opowiedzieli mu o mnie. Zdaję sobie sprawę z plotek, jakie krążą na mój temat, odkąd zaczęłam się kumplować z Six, ale po raz pierwszy jestem z tego powodu zawstydzona. To, że ten chłopak nadrabia tyle drogi, żeby trochę ze mną pobiegać, może oznaczać tylko jedno. Słyszał te plotki i ma nadzieję, że są prawdziwe.
Widząc moje zmieszanie, chwyta mnie za rękę i zatrzymuje.
– Sky...
Stajemy twarzami do siebie, ale wzrok cały czas wbijam w chodnik. Dzisiaj mam na sobie trochę więcej niż sportowy biustonosz, ale i tak krzyżuję ramiona na piersiach. Choć nie muszę niczego zasłaniać, z jakiegoś powodu czuję się obnażona.
– Chyba wczoraj nie za dobrze zaczęliśmy – mówi. – Jeśli chodzi o prześladowanie, przysięgam, to był żart. Nie chcę, żebyś czuła się nieswojo w moim towarzystwie. Może chciałabyś się dowiedzieć czegoś więcej o mnie? Zapytaj, o co chcesz, a ci odpowiem.
Mam nadzieję, że mówi szczerze, ponieważ zdążyłam się już przekonać, że nie jest jednym z tych facetów, w których dziewczyny po prostu się durzą. To jeden z tych, w których dziewczyny zakochują się na zabój. Sama myśl o tym mnie przeraża. Nie chcę się w nikim zakochiwać, a zwłaszcza w chłopaku, który podrywa mnie tylko dlatego, że myśli, że jestem łatwa. Tak samo nie chcę się zakochiwać w kimś, kto ma tatuaż ze słowem „beznadziejny”. Ale jestem ciekawa. I to bardzo ciekawa.
– Jeśli cię o coś zapytam, będziesz ze mną szczery?
Pochyla się i patrzy mi prosto w oczy.
– Zawsze taki będę.
To, jak zniża głos, kiedy do mnie mówi, sprawia, że kręci mi się w głowie. Boję się, że jeśli dalej będzie mówił w ten sposób, znowu zemdleję. Na szczęście odsuwa się o krok i czeka na moje pytanie. Chcę go zapytać o przeszłość. Chcę wiedzieć, dlaczego wylądował w poprawczaku, dlaczego zrobił to, co zrobił, i dlaczego Six mu nie ufa. Jednak nie jestem pewna, czy chcę znać prawdę.
– Dlaczego rzuciłeś szkołę?
Wzdycha, jakby to było jedno z tych pytań, na które odpowiedzi chce uniknąć. Rusza przed siebie i tym razem to ja muszę iść za nim.
– W zasadzie jeszcze jej nie rzuciłem.
– Cóż, nie byłeś w niej od ponad roku. Jak to inaczej nazwać?
Odwraca się do mnie. Wygląda tak, jakby bił się z myślami, jakby chciał powiedzieć mi coś ważnego. Otwiera usta, waha się chwilę, po czym je zamyka. Żałuję, że nie umiem go rozgryźć.
Większość ludzi nie stanowi dla mnie problemu. Są prości. Holder jest skomplikowany, wręcz pogmatwany.
– Wróciłem do domu dopiero kilka dni temu – mówi. – Beznadziejnie się dogadywałem z matką, więc na jakiś czas zamieszkałem z tatą w Austin. Chodziłem tam do szkoły, ale poczułem, że już czas wracać. Więc jestem.
To, że pominął milczeniem swój pobyt w poprawczaku, sprawia, że wątpię w jego
prawdomówność. Rozumiem, że pewnie nie chce o tym rozmawiać, ale nie powinien w takim razie twierdzić, że będzie ze mną szczery.
– To jeszcze nie tłumaczy, dlaczego postanowiłeś rzucić szkołę.
Wzrusza ramionami.
– Nie wiem. Mówiąc szczerze, ciągle zastanawiam się nad tym, co chcę robić. Mam za sobą naprawdę popieprzony rok. A poza tym nienawidzę tej budy. Męczą mnie te wszystkie pierdoły i czasami myślę, że może lepiej by było spróbować czegoś innego.
Zatrzymuję się i odwracam do niego.
– Co za bzdurna wymówka.
Unosi brwi.
– Co nazywasz bzdurą? To, że nienawidzę szkoły?
– Nie, to, że pozwalasz, żeby jeden zły rok wpłynął na całe twoje życie. Zostało ci tylko dziewięć miesięcy do skończenia szkoły, a ty ją rzucasz? To po prostu... głupie.
Wybucha śmiechem.
– Cóż za elokwencja.
– Możesz się śmiać, ile wlezie. Porzucenie szkoły to przyznanie się do porażki. Udowadniasz
wszystkim tym, którzy w ciebie zwątpili, że mieli rację. – Spoglądam na tatuaż na jego ramieniu. – Rzucisz szkołę, żeby pokazać całemu światu, że naprawdę jesteś beznadziejny? Żeby to w końcu do wszystkich dotarło?
Podąża za moim spojrzeniem i wpatruje się przez chwilę w tatuaż. Naprawdę nie chciałam zmieniać tematu, ale kwestia edukacji jest dla mnie drażliwa. To wina Karen. To ona przez lata kładła mi do głowy, że jestem kowalem swego losu.
Holder odrywa wzrok od tatuażu i kiwa głową w stronę mojego domu.
– Jesteś na miejscu – oznajmia. Odwraca się bez uśmiechu i odchodzi bez pożegnania.
Stoję na chodniku i patrzę, jak znika za rogiem. Ani razu nie spojrzał w moim kierunku.
A miałam nadzieję, że dzisiaj uda mi się do niego dotrzeć. To tyle, jeśli chodzi o moje
oczekiwania.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz