Dwa miesiące wcześniej...
Wbrew temu, jak to wygląda, nie jestem dziwką. Chyba że za dziwkę uznamy osobę pozwalającą się obmacywać facetom, którzy jej wcale nie pociągają.
– Pospiesz się – mówi bezgłośnie Grayson za zamkniętym oknem, najwyraźniej zirytowany moją powolnością.
Odsuwam zasuwkę i podnoszę okno najciszej, jak się da. Karen jest dość niekonwencjonalnym rodzicem, ale jeśli chodzi o chłopców wślizgujących się przez okno sypialni o północy, przeistacza się w typową, pełną dezaprobaty matkę.
– Cicho – szepczę. Grayson podciąga się na rękach i przerzuca nogę przez parapet, po czym ląduje w mojej sypialni. Na szczęście okna po tej stronie domu znajdują się zaledwie metr nad ziemią, to prawie tak, jakbym miała drzwi. Zresztą, mam wrażenie, że Six i ja używamy okien w naszych domach częściej niż drzwi. Karen zdążyła się do tego tak dalece przyzwyczaić, że wcale nie dziwi jej moje prawie stale otwarte okno.
Zanim zasunę zasłony, patrzę na okno Six. Macha do mnie jedną ręką, drugą pomagając Jaxonowi wejść. Gdy tylko chłopak znajduje się w środku, odwraca się i wychyla przez okno.
– Za godzinę przy twoim samochodzie – szepcze do Graysona, po czym zamyka okno i zaciąga zasłony.
Przyjaźnimy się z Six od czterech lat, czyli odkąd się tu przeprowadziła. Okna naszych sypialni sąsiadują ze sobą, co okazało się nadzwyczaj praktyczne. Zaczęło się dosyć niewinnie. Kiedy miałyśmy po czternaście lat, zakradałam się do niej w nocy. Wyjmowałyśmy z zamrażalnika lody i oglądałyśmy filmy. Rok później zaczęłyśmy wpuszczać chłopców, żeby jeść lody i oglądać filmy razem z nimi. Kiedy miałyśmy po szesnaście lat, chłopcy okazali się ważniejsi od lodów i filmów. Teraz, w wieku siedemnastu lat, wynurzamy się ze swoich sypialni dopiero po ich wyjściu. I wtedy znów zaczynają królować lody i filmy.
Six zmienia chłopaków równie często jak ja smak lodów. Obecnie jej smakiem miesiąca jest Jaxon. Moim – lody czekoladowe Rocky Road. Jaxon i Grayson są najlepszymi przyjaciółmi. To dlatego Six spiknęła mnie z tym drugim. Ilekroć jej chłopak miesiąca ma przystojnego kumpla, pcha go w moje ramiona. Grayson to z pewnością niezłe ciacho. Ma świetne ciało, włosy... w ogóle wszystko. Większość znanych mi dziewczyn posikałaby się ze szczęścia, będąc w tym samym pokoju co on. Ale nie ja.
Kiedy zasuwam zasłony i się odwracam, okazuje się, że stoi tuż przy mnie, wyraźnie chętny do rozpoczęcia zabawy. Dotyka moich policzków i obdarza uśmiechem, na którego widok większości dziewczyn spadają majtki.
– Hej, śliczna – mówi i nie daje mi szans na odpowiedź, ponieważ jego usta lądują na moich. Nie przerywając pocałunków, ściąga buty i idzie ze mną w kierunku łóżka. Łatwość, z jaką to wszystko robi, imponuje mi, lecz zarazem niepokoi. Popycha mnie na łóżko.
– Drzwi są zamknięte? – pyta.
– Lepiej sprawdź – odpowiadam. Cmoka mnie szybko w usta, po czym doskakuje do drzwi sypialni. Przez trzynaście lat spędzonych z Karen nigdy nie miałam szlabanu. Nie chciałabym go dostać właśnie teraz, ledwie kilka tygodni przed osiemnastką. Z drugiej strony, nie sądzę, żeby nagle zmieniła swój styl wychowania.
Nie żeby było z nim coś nie tak. Po prostu jest pełna sprzeczności. Przez całe moje życie była surowa. Nie mamy internetu, komórek, a nawet telewizora, ponieważ uważa zdobycze techniki za źródło wszelkiego zła. Jednocześnie jest niesamowicie pobłażliwa w innych kwestiach. Na przykład pozwala mi wychodzić z Six, kiedy tylko mam na to ochotę. Co więcej, mogę wracać, o której chcę, pod warunkiem że wie, gdzie się znajduję. Inna sprawa, że nigdy nie wystawiłam jej cierpliwości na próbę, więc kto wie, może istnieje jakaś godzina policyjna, z której istnienia nie zdaję sobie sprawy. Nie zwraca mi uwagi, kiedy przeklinam, choć rzadko mi się to zdarza. Od czasu do czasu pozwala mi się też napić wina do kolacji. Rozmawia ze mną bardziej jak z przyjaciółką niż córką (mimo że adoptowała mnie trzynaście lat temu) i jakoś udało jej się sprawić, że jestem z nią (prawie) całkowicie szczera. Popada w skrajności. Jest albo niesamowicie surowa, albo wyjątkowo pobłażliwa. Wydaje się kimś w rodzaju konserwatywnego liberała. Albo liberalnego konserwatysty. Tak czy siak, niełatwo ją rozgryźć, dlatego już wiele lat temu dałam sobie spokój.
Jedyną kością niezgody między nami stała się kwestia edukacji. Karen uczyła mnie w domu (szkoły publiczne również są dla niej źródłem zła). Jednak odkąd Six zaraziła mnie tą myślą, zaczęłam żądać zapisania do ogólniaka. Czułam, że moje szanse na dostanie się do wymarzonego college’u wzrosną, jeśli w podaniu będę mogła pochwalić się paroma zajęciami dodatkowymi. Po kilku miesiącach nieustających błagań Karen ostatecznie skapitulowała i pozwoliła mi iść do ostatniej klasy. Program edukacji domowej zapewniał mi wystarczająco dużo punktów, bym nie musiała bać się o swoją przyszłość, ale chciałam wreszcie zaznać normalnego życia.
Oczywiście, gdybym wiedziała, że w tym samym tygodniu, kiedy dołączę do jej klasy, Six wyjedzie na wymianę zagraniczną, w ogóle nie myślałabym poważnie o pójściu do szkoły. Tyle że straszny ze mnie uparciuch i prędzej wbiłabym sobie w dłoń widelec, niż powiedziała Karen, że zmieniłam zdanie.
Usiłuję nie myśleć o tym, że spędzę cały rok w szkole bez Six. W skrytości ducha mam nadzieję, że wymiana zagraniczna nie dojdzie do skutku, choć wiem, że Six marzy o tym wyjeździe. Przeraża mnie myśl, że znajdę się za drzwiami szkoły bez niej. Ale też zdaję sobie sprawę z tego, że nasze rozstanie jest nieuniknione i dzięki niemu wkroczę do realnego świata zamieszkiwanego przez kogoś innego niż tylko Six i Karen.
Realny świat całkowicie zastąpiłam sobie książkami, a niezdrowo jest żyć w świecie wypełnionym samymi happy endami. Z lektur czerpałam też wiedzę o (zapewne przesadzonych) okropieństwach czyhających w szkole średniej, takich jak trudne pierwsze dni i kliki wrednych dziewczyn. Co gorsza, jeśli wierzyć Six, już na starcie mam niezbyt dobrą reputację, ponieważ zadaję się z nią. Moja przyjaciółka ma wiele zalet, lecz wstrzemięźliwość seksualna do nich nie należy, z kolei chłopcy, z którymi zdarzało mi się spotykać, niekoniecznie słyną z dyskrecji. Wszystko to może uczynić mój pierwszy dzień w szkole nadzwyczaj ciekawym. Ale co mi tam. Nie przenoszę się po to, żeby zyskać nowych przyjaciół czy zrobić na kimś
wrażenie, więc tak długo, jak moja niezasłużenie zła reputacja nie będzie mi przeszkadzać w osiągnięciu głównego celu, czyli dostaniu się do wymarzonego college’u, jakoś sobie poradzę. Mam nadzieję.
Po sprawdzeniu, czy drzwi są zamknięte, Grayson podchodzi z powrotem do łóżka i obdarza mnie
uwodzicielskim uśmiechem.
– Co powiesz na mały striptiz? – pyta. Kołysze biodrami i unosi koszulkę, pokazując swój kaloryfer. Z pewnością ciężko na niego pracował na siłowni. Dociera do mnie, że prezentuje go przy każdej nadarzającej się okazji. Typowy narcyz. Wybucham śmiechem, kiedy kręci koszulką nad głową, po czym rzuca nią we mnie. W następnej chwili jest już nade mną. Przyciąga dłonią moją głowę i szuka ust. Po raz pierwszy Grayson wylądował w mojej sypialni nieco ponad miesiąc temu. Od samego początku dawał mi do zrozumienia, że nie szuka stałego związku. Z kolei ja dałam mu do zrozumienia, że nie szukam związku z nim. Od razu więc przypadliśmy sobie do gustu. Oczywiście będzie należał do niewielu ludzi, jakich będę znać w szkole, więc boję się, że może to niekorzystnie odbić się na naszych stosunkach, ale co tam.
Jest tutaj niecałe trzy minuty, a zdążył już wsadzić mi rękę pod bluzkę. Coś mi się zdaje, że nie
zjawił się tu po to, bym zabawiała go rozmową. Jego usta przenoszą się z moich ust na szyję.
Wykorzystuję tę chwilę, by zaczerpnąć powietrza i spróbować coś poczuć. Cokolwiek.
Wpatruję się w świecące w ciemności plastikowe gwiazdki na suficie nad moim łóżkiem i ledwie zdaję sobie sprawę z tego, że usta chłopaka rozpoczynają wędrówkę do moich piersi. Jest ich siedemdziesiąt sześć. Oczywiście, gwiazdek. Wiem, ile ich jest, ponieważ przez ostatnie tygodnie miałam mnóstwo czasu, żeby je policzyć, znajdując się w tym samym kłopotliwym położeniu co w tej chwili. Za każdym razem wygląda to tak samo: leżę obojętna, a rozochocony Grayson pokrywa pocałunkami moją twarz, szyję, czasami nawet biust. Skoro mnie to nie kręci, czemu mu na to pozwalam?
Nigdy nie czułam się emocjonalnie związana z chłopakami, z którymi się pieściłam. Czy też raczej: którym pozwalałam się pieścić. Niestety, w większości przypadków działało to w jedną stronę. W sumie tylko jednemu udało się wywołać jakąś moją reakcję, a i to okazało się złudzeniem.
Miał na imię Matt i umawialiśmy się przez niecały miesiąc, zanim ostatecznie odstraszyły mnie jego dziwactwa. Na przykład pił wodę butelkowaną tylko przez słomkę. A kiedy się pochylał, żeby mnie
pocałować, rozszerzały mu się nozdrza. I wyznał, że mnie kocha, zaledwie po trzech tygodniach chodzenia.
No tak. To ostatnie przeważyło szalę. Żegnaj, Matty.
W przeszłości wiele razy zastanawiałyśmy się z Six, dlaczego moje ciało nie reaguje na pieszczoty chłopców. Przez jakiś czas moja przyjaciółka podejrzewała, że jestem lesbijką. Dopiero nasz zeszłoroczny krótki i niezręczny pocałunek, który miał potwierdzić lub wykluczyć tę teorię, uzmysłowił nam, że nie w tym problem. To zresztą nie jest tak, że w ogóle nie lubię pieszczot. Lubię – inaczej bym na to nie pozwalała. Tyle że z innych powodów niż pozostałe dziewczyny. Nigdy pieszczoty nie zwaliły mnie z nóg. Nie czułam motylków w brzuchu. W ogóle sama myśl o tym, że mogłabym omdlewać z rozkoszy w czyichś ramionach, jest mi obca. Tak naprawdę lubię pieszczoty chłopców dlatego, że dzięki nim czuję się przyjemnie odrętwiała. Tak jak teraz z Graysonem, kiedy pozwalam sobie na całkowite wyłączenie. Cały świat staje w miejscu. Bardzo to lubię.
Skupiam wzrok na siedemnastu gwiazdach w prawym górnym rogu mojego sufitu, ale nagle wracam do rzeczywistości. Grayson zawędrował dalej, niż pozwalałam mu do tej pory. Zdaję sobie sprawę z tego, że rozpiął mi dżinsy i jego palce są już na krawędzi jedwabnych majteczek.
– Nie – szepczę, odsuwając jego rękę.
Cofa ją posłusznie, po czym jęczy i wciska czoło w poduszkę.
– No co ty, Sky.
Dyszy mi ciężko w szyję. Przenosi ciężar na prawą rękę i patrzy na mnie, próbując zmiękczyć mnie swoim uwodzicielskim uśmiechem.
Czy wspominałam już, że jestem na niego impregnowana?
– Jak długo jeszcze zamierzasz to ciągnąć? – Przesuwa dłonią po moim brzuchu. Jego palce znów znajdują się na moich dżinsach.
Przechodzi mnie dreszcz.
– Niby co ciągnąć? – pytam, próbując się wyswobodzić.
Opiera się na rękach i patrzy na mnie jak na idiotkę.
– To zgrywanie cnotki niewydymki. Już mi się to znudziło. Zróbmy to, i tyle.
Przypominam, że wbrew obiegowej opinii na mój temat nie jestem dziwką. Nigdy nie uprawiałam seksu z żadnym chłopakiem, z którym chodziłam, włączając w to Graysona. Zdaję sobie sprawę z tego, że moja obojętność może mi ułatwiać uprawianie seksu z przypadkowymi ludźmi. Jednak wiem też, że równie dobrze może to oznaczać, że nie powinnam uprawiać seksu. Jeśli przekroczę tę granicę, plotki na mój temat nie będą już dłużej tylko plotkami. Staną się faktem. A ostatnia rzecz, jakiej chcę, to potwierdzenie tego, co ludzie o mnie mówią. Niewykluczone więc, że swoje prawie osiemnastoletnie dziewictwo zawdzięczam czystemu uporowi.
Po raz pierwszy od dziesięciu minut, które Grayson tutaj spędził, wyczuwam woń alkoholu.
– Jesteś pijany. – Odsuwam go od siebie. – Mówiłam ci, żebyś nigdy więcej nie przychodził pijany.
Schodzi ze mnie, a ja wstaję, zapinam spodnie i opuszczam koszulkę. Ulżyło mi. Przynajmniej mam pretekst, żeby się go stąd pozbyć.
Siada na krawędzi łóżka, po czym chwyta mnie za biodra i przyciąga do siebie. Otacza mnie
ramionami i przytula głowę do mojego brzucha.
– Przepraszam – mówi. – Tak bardzo cię pragnę i nie mogę znieść myśli, że kiedy znów tu przyjdę, dasz mi kosza.
Chwyta mnie za pośladki, a potem przyciska usta do paska mojego ciała między koszulką a dżinsami.
– W takim razie nie przychodź.
Odsuwam się od niego, po czym podchodzę do okna. Kiedy rozsuwam zasłony, widzę Jaxona wychodzącego właśnie przez okno Six. Jakimś cudem obu nam udało się skrócić te zaplanowane na
godzinę wizyty do dziesięciu minut. Patrzę na przyjaciółkę, a ona posyła mi spojrzenie, które sugeruje, że najwyższy czas spróbować nowego smaku.
Wychodzi za Jaxonem i po chwili jest już przy moim oknie.
– Czy Grayson też jest zalany? – pyta.
Kiwam głową.
– Recydywa.
Patrzę na Graysona, który leży teraz na łóżku, ignorując fakt, że nie jest tu już mile widziany.
Podchodzę do niego, biorę jego koszulkę i rzucam mu ją prosto w twarz.
– Wynoś się – mówię.
Patrzy na mnie z uniesionymi brwiami. Gdy dociera do niego, że nie żartuję, niechętnie wstaje z łóżka. Wkłada buty, dąsając się jak czterolatek. Odsuwam się, żeby go przepuścić.
Six czeka, aż Grayson wyjdzie, a potem wchodzi do mojej sypialni.
– Dziwki – mruczy pod nosem jeden z chłopaków.
Six przewraca oczami i wychyla się przez okno.
– Zabawne, że jesteśmy dziwkami dlatego, że wam nie dałyśmy. Dupki z was, i tyle.
Zamyka okno i podchodzi do łóżka. Kładzie się na wznak i splata dłonie za głową.
– Kolejny poszedł do piachu.
Śmieję się, ale przerywa mi walenie do drzwi mojej sypialni. Natychmiast je otwieram, po czym
odsuwam się na bok, szykując się na wtargnięcie Karen. Jej matczyny instynkt mnie nie rozczarowuje.
Rozgląda się po pokoju rozgorączkowanym wzrokiem, dopóki nie spostrzega Six leżącej na łóżku.
– Cholera – mamrocze pod nosem, odwracając się do mnie. Kładzie ręce na biodrach i marszczy
brwi. – Mogłabym przysiąc, że słyszałam tu jakieś chłopaczyska.
Podchodzę do łóżka, usiłując ukryć panikę.
– To dlatego wyglądasz na rozczarowaną.
Czasami w ogóle nie rozumiem jej reakcji. Jak już mówiłam: jest pełna sprzeczności.
– Za miesiąc kończysz osiemnaście lat. Zostało mi już mało czasu na to, żeby choć raz dać ci szlaban. Musisz wreszcie coś schrzanić, kochanie.
Oddycham z ulgą, widząc, że to tylko takie żarty. Jestem na nią zła, że nawet nie podejrzewa, że jej córka jeszcze pięć minut temu obściskiwała się tutaj z chłopakiem. Serce wali mi tak głośno, aż boję się, że je usłyszy.
– Karen? – odzywa się nagle Six. – Może poczujesz się lepiej, gdy ci powiem, że dopiero co wykopałyśmy stąd dwóch pijanych kolesi.
Szczęka mi opada. Odwracam się, żeby posłać Six spojrzenie, które ma jej powiedzieć, że żart
wcale nie jest śmieszny, kiedy jest prawdziwy.
– Cóż, może jutro uda wam się wyrwać jakichś trzeźwych chłopaków – śmieje się Karen.
Pewnie nie muszę się już martwić, że usłyszy bicie mojego serca; właśnie zamarło ono z trwogi.
– Myślę, że uda mi się to załatwić – odpowiada Six, mrugając do mnie.
– Zostajesz na noc? – pyta ją Karen, podchodząc do drzwi.
Six wzrusza ramionami.
– Chyba pójdziemy do mnie. To mój ostatni tydzień w domu przed wyjazdem na pół roku. A poza
tym czeka na nas film z Channingiem Tatumem.
Patrzę na Karen i widzę już, na co się zanosi.
– Tylko nie to, mamo... – Ruszam w jej stronę, ale nie ma szans, żebym zdążyła. – Nie, nie, nie...
Zaczyna ryczeć. Jeśli czegoś nie mogę znieść, to właśnie czyjegoś płaczu. Nie dlatego, że mnie
wzrusza, ale dlatego, że mnie straszliwie wkurza. I wprawia w zakłopotanie.
– Jeszcze raz – mówi Karen, podchodząc do Six. Dzisiaj ściskała ją już z dziesięć razy. Wydaje
mi się, że bardziej się smuci z powodu jej wyjazdu niż ja. Moja przyjaciółka ulega jej prośbie
o jedenasty uścisk i mruga do mnie ponad jej ramieniem. Rozdzielam je prawie siłą i Karen wreszcie
wychodzi z pokoju.
Odwraca się jednak w drzwiach.
– Mam nadzieję, że poznasz jakiegoś seksownego Włocha – mówi do Six.
– Mam nadzieję, że więcej niż jednego – dopowiada moja przyjaciółka śmiertelnie poważnie.
Kiedy drzwi się zamykają, wskakuję na łóżko i uderzam Six w ramię.
– Ale z ciebie zdzira – mówię. – To wcale nie było zabawne. Już myślałam, że po mnie.
Wybucha śmiechem i łapie mnie za rękę, po czym wstaje.
– Chodź. Mam lody.
Nie trzeba mi tego powtarzać
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz